Work Text:
Fyr nie przywykł do tego, że musi komuś mówić o swoich urodzinach. Przez całe życie otaczali go ludzie, którzy wiedzieli o nim stanowczo zbyt wiele, więc fakt, że ani Flick, ani Cyn nawet nie przeszło przez myśl, że dzisiaj mogą być jego urodziny był w zasadzie zabawny. Przez chwilę zastanowił się, czy nie wspominanie o tym drobnym fakcie nie jest nieco nieszczere, ale w końcu zdecydował, że nie ma to w tej chwili większego znaczenia. Miał też dość mocne wrażenie, że Flick dostałaby apopleksji i wyciągnęła go na kolejne zakupy, a naprawdę nie sądził, żeby potrzebne mu było jeszcze więcej rzeczy.
Uśmiechnął się do siebie, ignorując Flick usiłującą zapakować swój plecak i mamroczącą pod nosem coś o Leo.
Szata, fioletowa i świetlista, jest najlepszym prezentem, jaki mógłby sobie wymyślić. Prawie najlepszym myśli Fyr, z zastanowieniem zerkając na czarne piórko, które Flick wkłada do sukienki.
Obrabowanie skarbca, zdrada stanu i dwa porwania później, Fyr stoi pod czerwonym niebem i zastanawia się, czy chociaż raz coś mogłoby pójść po ich myśli. Galarety to już przesada.
Kiedy w końcu udaje mu się dostać do portalu, ledwo łapiąc oddech, i po raz kolejny ląduje w nieznanym miejscu tylko wzdycha.
Oczywiście, że Flick zapomniała wspomnieć o drobnym szczególe, który teraz ściska go jak za mały but, tyle, że na całe ciało.
Fyr wzdycha znowu, tak głęboko jak pozwala mu na to jego skurczona poza.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
